sobota, 23 września 2017

03: " Zostaw ją, Bieber! "

- Jesteś niegrzeczna. - powiedział, a jego oczy zmieniły kolor na czarny. Co? O co mu chodzi?
- Co? - spytałam, to co miałam na myśli, powstrzymując łzy. 
- Nie słuchasz się. - powiedział, bardziej przyciskając moje ciało do ściany. Chłodnej ściany, która zdziera mi skórę z odkrytej, przez koszulkę części pleców. 
- A kim Ty jesteś, żebym miała Cię słuchać, huh? - spytałam, już odważniej, czym wkurzyłam go jeszcze bardziej. 
- Kimś, kogo powinnaś się bać. - powiedział, a na jego twarz wpełzł uśmiech. Spojrzałam w bok i zobaczyłam Lolę, która biegnie w naszą stronę, a za nią tłum gapiów.
- Zostaw ją, Bieber! - krzyknęła. Spojrzałam na nią i zobaczyłam, że jest przerażona. - Puść ją, albo zawołam dyrektora, a wiesz, że masz u niego przejebane i może Cię wyrzucić ze szkoły. - powiedział, a on odsunął się ode mnie, pozwalając mi oddychać. Nawet nie zauważyłam, że mnie podduszał.
- Czy Ty mi grozisz, suko? - spytał, podchodząc do niej. Z każdym jego jednym krokiem w przód, ona robiła dwa w tył. Czy ktoś mi może wytłumaczyć, co się tu dzieje? Już miała odpowiadać, ale przeszkodził jej w tym dyrektor. No oczywiście.
- Jakiś problem, Justin? - spytał, a chłopak spojrzał na niego. Justin'ie Bieber'ze - kim Ty jesteś?
- Nie. - warknął, patrząc na Lolę. Odwrócił wzrok na mnie. - A my się jeszcze policzymy. - powiedział. A czym ja zawiniłam?
- Coś mówiłeś? - spytał dyrektor. Chłopak go zignorował i odszedł. Lola podbiegła do mnie i przytuliła mnie.
- Nic Ci nie jest? - spytała, a ja pokiwałam głową przecząco.
- Jezu, dziewczyno, jesteś nowa i już narobiłaś sobie u niego problemów? - spytał dyrektor, kiedy doszedł do nas. 
- Kim on jest? - spytałam. Dyrektor podniósł ręce, w geście obrony i odszedł. Aha? Spojrzałam na Lole, wyczekując odpowiedzi.
- Powiem Ci. Ale nie teraz. Za dużo ludzi. - mruknęła. Pokiwałam głową, zgadzając się z tym, co powiedziała. Dziewczyna ruszyła w kierunku szkoły, ale ja zostałam. Chciałam zapalić. Musiałam zapalić. Kiedy Lola zorientowała się, że za nią nie idę, zatrzymała się i odwróciła w moją stronę. Ja miałam już papierosa w ustach, więc dziewczyna o nic nie pytała, tylko wróciła. Poczęstowałam ją jednym, którego przyjęła. Odpaliłyśmy i w tym czasie pod bramę podjechały dwa samochody. Spojrzałam tam i zobaczyłam Porsche i Bugatti. Szyba od strony kierowcy, w Bugatti, uchyliła się, ukazując twarz Biebera. Patrzył na nas, ale nie odzywał się. Spojrzałam do tyłu na Lolę, ale za nią zobaczyłam dwóch chłopaków, którzy biegli w naszą stronę. Mieli na nosach okulary, a na głowach czapki. Żeby kamery ich nie rozpoznały. Uderzyłam Lolę lekko w łokieć, a ona spojrzała na mnie, żeby zaraz się odwrócić. Spojrzała na mnie przerażona, ale ja się uśmiechnęłam i podałam jej jedną buteleczkę z gazem łzawiącym. Mam go zawsze przy sobie, dzięki moim rodzicom. Kiedy byli wystarczająco blisko, ściągnęłyśmy im okulary i zaczęłyśmy psikać w oczy, śmiejąc się. Uwielbiam patrzeć na cierpienie innych. Kiedy usłyszałam kroki, odwróciłam się i zobaczyłam trzech chłopaków, ż Bieber'em na czele, biegnących w naszą stronę.
- Pora uciekać. - powiedziałam do Loli, śmiejąc się. Ona już nie była taka szczęśliwa. Zaczęłyśmy biec w stronę drzwi, prowadzących do szkoły. Odwróciłam się, żeby zobaczyć, gdzie są i zobaczyłam Bieber'a. Był za blisko. Korzystając z okazji psikłam mu w twarz i przyspieszyłam, aby wbiec do szkoły przez drzwi, które trzymała mi Lola. Pobiegłyśmy do łazienki, nadal się śmiejąc, w której się popłakałyśmy ze śmiechu.
- Gdzie są te suki?! - usłyszałam krzyk Justin'a.
- Chyba musimy się schować. - powiedziałam i wbiegłam do kabiny i kiedy ona też weszła, zamknęłam kabinę na klucz i w tym czasie otworzyły się drzwi z hukiem. Spojrzałam na dziewczynę, pokazując aby podniosła nogi. Spojrzała na mnie niezrozumiale, a ja pokazałam jej ozdobne dziury w drzwiach. Dziewczyna pokiwała głową i w ostatniej chwili podniosła nogi. Widziałam jakąś postać, przechodzącą koło nich, ale poszła dalej. 
- Dobra, tutaj ich nie ma. - usłyszałam jakiś głos, na co się uśmiechnęłam. w tym czasie drzwi się otworzyły, ukazując chłopaka, któremu psikłam w twarz. Uśmiechnęłam się do niego słodko. - A może są. - powiedział i zaraz ukazał się Bieber. Był wkurzony i to bardzo, ale uśmiechnął się na nasz widok. No to mamy przejebane. - to była moja ostatnia myśl, przed tym, jak złapał mnie za rękę i wypchnął z kabiny.
Chłopak ciągnął mnie przez korytarz, a wszyscy zsuwali się m z drogi. 
- Puść mnie, idioto! - warknęłam i szarpnęłam mocniej rękę, którą chłopak puścił. Spojrzał na mnie zdziwiony. Aha?
- Jak mnie nazwałaś? - spytał, odwracając się w moją stronę. Zmierzyłam go spojrzeniem i prychnęłam.
- A co? Głuchy jesteś? - spytałam, a on przyszpilił mnie gwałtownie do szafek. Ból przeszedł przez moje plecy, na co się skrzywiłam i zamknęłam oczy. Otworzyłam je i przeraziłam się, kiedy zobaczyłam, jak jest blisko. Jeszcze centymetr i by mnie pocałował. Fuj.
- Weź się odsuń. - powiedziałam i próbowałam go odepchnąć, ale złapał za moje nadgarstki i przyszpilił je nad głową, co nie zaprzestało moich szarpań. Wiem, że później będę żałować mojego zachowania, ale nie potrafię się uspokoić.
- Lepiej się uspokój. - powiedział spokojnie, mimo że w jego oczach szalał gniew. Uwierz mi, że chcę, ale nie mogę.

- Spieprzaj. - powiedziałam. Kopnęłam go w miejsce, gdzie słońce nie dochodzi, na co się skulił, a ja podbiegłam do Loli i pociągnęłam ja za rękę. Wybiegłyśmy ze szkoły i zaczęłyśmy biec w stronę parku. Nie odwracałyśmy się za siebie.
Kiedy nie mogłyśmy już oddychać, zatrzymałyśmy się i usiadłyśmy na ławce. Rozejrzałam się, ale nie zobaczyłam żadnego chłopaka z grupy Bieber'a. Spuściłam głowę na dół i oddychałam coraz spokojniej. Kiedy uświadomiłam sobie, co zrobiłam, zaczęłam panikować. Znowu to samo. Najpierw zrobię, później myślę. Ręce zaczęły mi się trząść, co jest w takim przypadku normalne. Przynajmniej u mnie. Miałam mroczki przed oczami i coraz trudniej było mi oddychać. Spokojnie Lily, policz do dziesięciu i bierz głębokie oddechy. - jak pomyślałam, tak zrobiłam i poskutkowało. Na szczęście. Nie chcę, żeby Lola o tym wiedziała. Kiedyś jej powiem, ale jeszcze nie teraz. 
- Idziemy na lekcje? - spytała. Wzruszyłam ramionami, co wzięłam za " nie". Okej. Poszłyśmy do domu dziewczyny, gdzie wyjęłam telefon,żeby napisać wiadomość do Peter'a, żeby nie przyjeżdżał, ale zainteresowała mnie wiadomość sprzed prawie czterdziestu minut.

Od: Nieznany.
Przede mną nie uciekniesz, kochanie. 
Ps. Masz przejebane.

Po przeczytaniu tej wiadomości, zbladłam, co uświadomiła mi Lola, pytając, czy wszystko okej. Pokiwałam głową twierdząco i wysłałam wiadomość do Peter'a.

Do: Idiota :D
Nie przyjeżdżaj po mnie. Znajomi mnie odwiozą.
Ps. Jesteś głupi.

Kliknęłam wyślij i rzuciłam telefon na łóżko. Spojrzałam na dziewczynę, która siedziała na przeciwko mnie i patrzyła na mnie.
- Co robimy? - spytałam, a ta wzruszyła ramionami i złapała za swój telefon. Okej. Usłyszałam wiadomość, dochodzącą z mojego telefonu, więc złapałam go i odblokowałam. 

Od: Idiota :D
Czemu Ty musisz mnie zawsze wyzywać?
I tak nie miałem zamiaru przyjeżdżać.
Ps. Sama jesteś głupia.

Zaśmiałam się i odrzuciłam telefon na łóżko, kładąc się na nim i spoglądając na Lolę, która była zapatrzona w telefon.
- Za jakieś dziesięć minut powinny przyjść Anna, Nina, Nikki, Zack i Simon, bo reszta jest zajęta. - powiedziała, odkładając telefon. Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się. Polubiłam tę ekipę, mimo, że widziałam ich raz. Są spoko i jeszcze mi nie podpadli, więc jest okej.
- Więc, co robimy, do tego czasu? - spytałam. Dziewczyna zamyśliła się na chwilę.
- Możemy zrobić popcorn i wygrzebać z szafek resztki słodyczy. - powiedziała, a ja przystałam na jej propozycję. 
- Powiedzieć Ci coś w sekrecie? - spytałam Loli, a ta spojrzała na mnie zaciekawiona i ochoczo pokiwała głową. - Kocham słodycze. - powiedziałam poważnie, przyciszając głos do szeptu i mrużąc oczy. Dziewczyna spojrzała na mnie, jak na wariatkę, jednak po chwili wybuchła śmiechem.
- Jesteś nienormalna. - powiedziała, a ja spojrzałam na nią, udając urażoną.
- No dzięki. - powiedziałam i zrobiłam nadąsaną minę, co bardziej ją rozśmieszyło. Zmrużyłam oczy i spojrzałam na nią.
- Dobra chodźmy. - powiedziała i złapała mnie za rękę, ciągnąc po schodach na dół. Weszłyśmy do kuchni i od razu zaczęłyśmy szperać po szafkach.
Kiedy przeszukałyśmy wszystkie, na wysepce leżało kilka paczek żelek, parę pudełek ciastek, chipsy, batony, jakieś cukierki i gumy. Spojrzałam na to i stwierdziłam, że trochę tego dużo.
- Nie za dużo tego? spytałam to, co miałam na myśli. Lola spojrzała na mnie i się zaśmiała.
- Znając tych dzikusów, to ktoś będzie jeszcze musiał lecieć do sklepu. - mruknęła, rozsypując popcorn do dwóch dużych misek.
- Aha, okej. - powiedziałam i zaczęłam zanosić to wszystko do salonu, gdzie mieliśmy siedzieć. Kiedy niosłam chipsy i żelki, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! - krzyknęła Lola i pobiegła do drzwi. Ja w tym czasie rzuciłam wszystko, co miałam w rękach, na stolik i cofnęłam się po resztę rzeczy, biorąc przy tym także popcorn. Lola weszła do kuchni po napoje i odniosłyśmy wszystko do wcześniej wspomnianego pomieszczenia, tyle, że teraz zapełnionego.
- Cześć mała. - powiedzieli chłopacy równo, kiedy mnie zobaczyli. Zaśmiałam się i odpowiedziałam zwykłe " hej ". Dziewczyny, widząc mnie, rzuciły się w moją stronę, przytulając mnie. Zaśmiałam się, ale nic już nie powiedziałam.
- Dzisiaj wieczorem jest wyścig. Idziecie? - spytał Zack, patrząc na mnie i Lolę. Spojrzałam na dziewczynę zdziwiona, ale ona się ucieszyła. Jakie wyścigi? Nic nie wiem, na ten temat i trochę boję się tego, co mogę tam spotkać.
- No oczywiście, że idziemy! - powiedziała Lola, decydując za mnie. Nie byłam do końca przekonana, co do tego pomysłu.
- Ale... - zaczęłam, ale nie było mi dane dokończyć.
- Nie ma żadnego " ale ". Idziesz i koniec. - powiedziała Lola. Nie chcąc jej denerwować, zgodziłam się, na co dziewczyna się ucieszyła, a Simon włączył jakiś film.

***
Przepraszam, że tak późno dodaję rozdział, ale nie mam ostatnio czasu na nic. Mam nadzieję, że się spodoba i liczę na komentarze.
Do następnego!
Werka W

poniedziałek, 31 lipca 2017

02: " Weź tą bestię! "

Pierwszy września. Znienawidzony dzień, przez nastolatków na całym świecie. Dwa ostatnie dni zdychałam przez kaca. Dwa dni! Pierwszy raz doprowadziłam się do takiego stanu i nigdy więcej nie popełnię tego błędu. 
LilyWstałam z łóżka i poszłam do łazienki, aby się przygotować. Wzięłam szybki prysznic i poszłam do garderoby, aby wziąć coś, co się nadaje. Kiedy wybrałam jakiś komplet, wróciłam do łazienki, aby się przygotować.
Po dwudziestu minutach wyszłam gotowa. Byłam zadowolona z efektu końcowego, tylko te buty. Lola zagroziła, że jeśli ubiorę buty na płaskiej podeszwie, to zrobi mi krzywdę. Wolałam z nią nie zadzierać, zważywszy na to, co mówili jej... nasi znajomi.
- Lily, dalej! - usłyszałam krzyk Peter'a. No tak. Muszę jeszcze wyjść z Chicko, a on nie będzie czekał nie wiadomo ile. Wywróciłam oczami i zbiegłam, w miarę możliwości, na dół.

***

Pół godziny później już jechaliśmy po Lolę.
- Następnym razem nie zawiozę Cię, jak będę musiał tyle czekać. - mruknął. Zaśmiałam się z niego, ale się nie odezwałam, tylko czekałam, aż podjedzie pod dom Loli, który, jak się dowiedziałam, był niedaleko.
- Siema, ludzie! - krzyknęła, kiedy podjechaliśmy pod drzwi. Wsiadła do samochodu i odjechaliśmy w kierunku szkoły.
- Kac Cię jeszcze męczy? - spytała, śmiejąc się, a ja pokazałam jej środkowy palec, ale po chwili też się zaśmiałam.
- Nie. - powiedziałam, niby oburzona, że śmiała coś takiego mi powiedzieć.
- Mogłaś tyle nie pić. Mówiłam Ci, kochana. - powiedziała, a ja się odwróciłam i spojrzałam na nią.
- Przecież wiesz, że jedyne, co pamiętam, to to, kiedy weszliśmy do klubu. - mruknęłam, a ona wybuchła śmichem.
- Wiem, ale lubię Cię denerwować. - powiedziała.
- Dlatego ja lubię Ciebie. - wtrącił się Peter.
- Odczepcie się ode mnie. - mruknęłam ze śmiechem. - To nie moja wina, że lubię sobie wypić. - dokończyłam i wysiadłam z samochodu, bo właśnie dojechaliśmy.
- Pa Peter. - Lola pomachała do niego.
- Nara idioto. - powiedziałam i trzasłam drzwiami, żeby go wkurzyć.
- Jeszcze raz to zrobisz i zrobię Ci coś. - powiedział wychylając się. Cofnęłam się i złapałam za klamkę, aby zrobić to jeszcze raz, ale wtedy sobie przypomniałam, że mam szpilki, a on szybko biega, więc pokazałam mu środkowy palec i odeszłam do Loli, która za mną czekała.
- Czemu nie trzasnęłaś znowu? - spytała.
- Bo przez Ciebie mam szpilki na nogach, a nie umiem w nich biegać. - powiedziałam, mierząc ją spojrzeniem, a ta ( znowu ) się zaśmiała.

***

Po rozpoczęciu, na którym nie było tak źle, jak myślałam, wróciłyśmy na parking, gdzie czekał Peter. Wsiadłam do samochodu, najszybciej, jak potrafiłam i ściągnęłam buty, bo miałam wrażenie, że nogi mi zaraz odpadną.
- I jak tak, młoda? - spytał.
- Moje nogi. - jęknęłam płaczliwie, a on się zaśmiał i zaczął mi dokuczać. Lola obserwowała nas z tyłu, śmiejąc się, ale się nie odezwała.
- Boże, oddaj mu mózg. - powiedziałam, wyrzucając ręce w powietrze. Lola wybuchła śmiechem, a on obrażony ruszył z parkingu. Kiedy odwieźliśmy Lolę i dojechaliśmy do naszego domu, zmieniłam buty na płaskie i wyszłam z psem. Po pół godzinie wróciłam, przebrałam się i poszłam spać. Mimo że nic nie zrobiłam, jestem wykończona i mam tak od kilku dni.

***

Kiedy wstałam, była już 23:04. Ups... Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i położyłam się znowu spać. Jednak nie mogłam zasnąć, więc zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Podeszłam do lodówki, bo przypomniałam sobie, że dzisiaj jeszcze nic nie jadłam i wyjęłam z niej mleko, a z szafki płatki czekoladowe. Wsypałam je do miski, zalałam mlekiem i zaczęłam je jeść. Miałam jeszcze połowę miski, kiedy do kuchni wszedł Chicko ze smyczą w pysku i usiadł przede mną. Patrzył mi się prosto w oczy, a kiedy nie reagowałam, skoczył na mnie, zwalając z krzesła i zaczął lizać po twarzy. 
- Dobra! - powiedziałam, śmiejąc się. Pies zszedł ze mnie, a ja wstałam i zaczęłam wycierać twarz ręcznikiem papierowym. - Ale się ślinisz. - mruknęłam i wyszłam z kuchni. Pobiegłam do mojego pokoju, gdzie ubrałam jakieś dresy, wzięłam telefon i słuchawki i zbiegłam na dół, gdzie zapięłam psu smycz i wyszłam z domu, puszczając sobie w telefonie moją playlistę. Poszłam z nim do parku i odpięłam mu smycz. Nie odchodził daleko, mimo że był wolny. Usiadłam na ławce, bo nogi zaczęły mnie boleć i w tym czasie poczułam rękę na ramieniu, a pies zaczął szczekać. 
- Chicko, spokój! - powiedziałam głośno i się odwróciłam. Za mną stał Luke i Matt.
- Czy wam się, kurwa nudzi?! - warknęłam na nich, a oni się zaśmiali, jednak po chwili spojrzeli na mnie poważnie.
- Wiesz, że nie powinnaś chodzić sama, o tej godzinie po parku? To niebezpieczne. Szczególnie w tym parku. - powiedział Luke, dając nacisk na słowo " tym ".
- Czemu? - spytałam.
- Po prostu, nie chodź sama po nocy. Może Ci się coś stać. - powiedział Matt, a ja go wyśmiałam.
- Nic mi się nie stanie, kiedy mam przy sobie psa. - powiedziałam. 
- Pies Cię nie obroni. - stwierdził z przekonaniem.
- Chcesz się przekonać? - spytałam, a on pokiwał głową twierdząco. No to chłopie, zaszkodziłeś sobie - pomyślałam. - Chicko, bierz go. - powiedziałam, a pies posłusznie doskoczył do chłopaka, przewracając go. Stał nad nim i warczał na niego. Przerażenie na twarzy chłopaka, rozśmieszyło mnie i Luka.
- Weź tą bestię! - powiedział ledwo. Zaśmiałam się.
- Nic Ci nie zrobi, dopóki nie powiem, żeby Cię ugryzł. - powiedziałam, wybuchając śmiechem. - Chicko, chodź. - powiedziałam, a pies zszedł z chłopaka i podszedł do mnie.
Chłopacy uparli się, że odprowadzą mnie do domu. Mimo moich sprzeciwów, padło na ich towarzystwo. Po dziesięciu minutach byłam już w domu. Weszłam do kuchni, gdzie stał Peter.
- Gdzie byłaś? - spytał zdenerwowany.
- Z Chicko. - powiedziałam.
- Wiesz, która jest godzina? Nie mogłaś przyjść mnie obudzić? A jakby Ci się coś stało? - spytał. Martwił się o mnie. Słodko.
- Przecież wiesz, że przy Chicko nic by mi się nie stało. - powiedziałam i poszłam do pokoju, gdzie się przebrałam i  po jakiś dziesięciu minutach zasnęłam.

***


LilyBudzik zadzwonił o godzinie siódmej. Lekcje mam na ósmą, więc na spokojnie się wyrobię, ale zmartwiło mnie to, że wczoraj przespałam cały dzień, całą noc, a ja nie miałam siły wstać. Chciałam jeszcze spać, a tak nie powinno być. Muszę iść do lekarza, ale to nie teraz, bo teraz, to ja muszę wstać do szkoły.
  Więc wstałam i poszłam do łazienki, z której wyszłam po pół godzinie odświeżona, ubrana i pomalowana. Zbiegłam na dół i weszłam do kuchni, gdzie siedzieli rodzice i Peter.
- Gdzie wczoraj byłaś? - spytała matka, a ja spojrzałam na nią pytająco. 
- Co? - spytałam, bo na prawdę, nie wiedziałam, o co jej chodzi.
- Znowu Cię nie było cały dzień. - powiedziała. Okej?
- Byłam w domu. - mruknęłam. Oto moja rodzina! Zamiast się zapytać, jak było na rozpoczęciu, albo, jak się czuję, to oni od samego rana się przypieprzają, nie wiadomo, o co.
- Gdzie? Bo w domu na pewno Cię nie było. - powiedziała, a ja się zaśmiałam sarkastycznie.
- W pokoju. Peter Ci to potwierdzi. - powiedziałam i wyszłam z kuchni. Nie chce mi się ich słuchać. Mam dosyć.
- Lily, poczekaj! - usłyszałam Peter'a, kiedy byłam przy drzwiach i ubierałam moje buty za kostkę. - Nie przejmuj się nimi. - powiedział, przytulając mnie.
- Nie przejmuję się. - skłamałam. On nie wie, jakie to uczucie. Do niego się nie przyczepiają. Tak samo Monic, ale jej teraz tu nie ma.
- Widzę przecież. - powiedział, a ja go zignorowałam i wyszłam z domu. Podeszłam do samochodu i wsiadłam do niego, czekając na brata.
Po pół godzinie byliśmy, z Lolą przy naszych szafkach. Troszkę się spóźniłyśmy, a się nie przejmowałyśmy. Kiedy spakowałyśmy biologię i angielski do plecaków, ruszyłyśmy w stronę sali biologicznej, gdzie miałyśmy teraz lekcje. Weszłyśmy spóźnione, a cała klasa spojrzała na nas, a właściwie, to na mnie. No tak, jestem nowa, w trzeciej klasie.
- Można wiedzieć, dlaczego spóźniłyście się na moją lekcję? - spytał nauczyciel, na którego dopiero teraz spojrzałam. Nie wierzę! Aż musiałam ściągnąć okulary. Wtedy on też się zdziwił.
- Lily? - spytał, a ja pokiwałam głową.
- Cześć kuzynie. - powiedziałam bez entuzjazmu. Nie lubię go, przez to, co kiedyś zrobił. 
- Co Ty tutaj robisz? - spytał. Aha, więc on się cieszy? Już nie długo.
- Będę się uczyć, nie widzisz? - spytałam i usiadłam na miejscu, obok Loli. Chyba zrozumiał, o co chodzi, bo posmutniał. I dobrze.
- Nie będziecie razem siedziały. - powiedział. No tak. Musi pokazać, że on tu rządzi. Nic się nie zmienił. - Lily, usiądź tam. - wskazał na ostatnią ławkę, pod oknem. Wzruszyłam ramionami i tam usiadłam. Chłopak miał dziwny uśmiech na ustach.
- Jest pan tego pewien? - spytała Lola niepewnie. Okej?
- Tak, jestem pewien. - powiedział i w tym czasie do klasy wszedł chłopak. Nie zwróciłam na niego większej uwagi, tylko nadal patrzyła na Mike'a.
- Nic się nie zmieniłeś.- powiedziałam. Spojrzał na mnie z głupim uśmiechem, ale się nie odezwał. - Frajer. - mruknęłam pod nosem.
- To moje miejsce. - usłyszałam nad uchem. Spojrzałam do góry i zobaczyłam chłopaka. Brązowe oczy, bląd włosy, kolczyki na twarzy. Może być.
- Teraz, niestety, także moje. - powiedziałam, nie patrząc na niego, tylko na przerażonego Mike'a.
- A kto Ci pozwolił tutaj usiąść? - spytał. Aha?
- Mike. - powiedziałam. - Sorry, nauczyciel. - powiedziałam. Chłopak spojrzał na niego i się zaśmiał. Usiadł na krześle obok mojego i przysunął się bliżej mnie.
- A kto pozwolił Tobie się rządzić? - spytał jego. 
- Przepraszam. - powiedział, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Przecież on nigdy nie przeprasza. Nigdy!
- Co Ty mu zrobiłeś? - spytałam chłopaka, którego imienia nie znam, a on się zaśmiał, ale się już nie odezwał. Okej?
  Do końca lekcji nie odezwałam się  ani słowem. Rysowałam na końcu zeszytu, kiedy podszedł do mnie Mike.
- Można wiedzieć, co robisz? - spytał przesłodzonym głosem.
- Nie, nie można. - powiedziałam, nie patrząc na niego. Ten uderzył dziennikiem w ławkę i wszyscy, oprócz mnie podskoczyli. - Jesteś taki przewidywalny. - powiedziałam, nadal rysując w zeszycie. W tym momencie zadzwonił dzwonek.
- Zostań na przerwie. Mamy do pogadania. - powiedział. Wywróciłam oczami i usiadłam z powrotem na krześle. Poczekałam, aż wszyscy wyjdą i podeszłam do jego biurka.
- Czego chcesz? - spytałam. Mam na prawdę dosyć tego człowieka.
- Czemu się tak zachowujesz? - spytał, podchodząc do mnie. Nie odsuwałam się, bo po co?
- Nie pamiętasz naszego ostatniego spotkania? - spytałam wściekła. 
- Pamiętam. - powiedział i przyparł mnie do biurka. - Nie dokończyliśmy wtedy pewnych spraw. - powiedział i zaczął mnie całować po szyi.
- Puść mnie. - warknęłam. - Albo źle się to dla Ciebie skończy. - dokończyłam, a on się zaśmiał, ale nie odsunął się ode mnie, więc kopnęłam go w krocze. Chłopak natychmiast upadł na podłogę, a ja odeszłam od niego. Muszę zapalić. Ruszyłam w stronę drzwi, ale poczułam uścisk na kostce. Spojrzałam na nią i zobaczyłam, że ten idiota mnie trzyma. Kopnęłam go w klatkę piersiową, a on upadł.
- Pożałujesz tego. - powiedział. Wyszłam zdenerwowana z klasy i na kogoś wpadłam. Zignorowałam to i ruszyłam dalej, ale poczułam uścisk na nadgarstku. Spojrzałam na tę osobę i zobaczyłam jakąś blondynkę.
- Uważaj, jak łazisz, pokrako. - powiedziała.
- Aha, uważaj, bo Cię posłucham. - powiedziałam i wyrywając jej rękę, odwróciłam się i znowu na kogoś wpadłam. To jakiś żart?
- Może mnie nie, ale jego tak. - powiedziała blondi, a ja spojrzałam na chłopaka. To był ten sam, co siedział ze mną w ławce.
- Sorry, nie mam teraz czasu. - powiedziałam i odeszłam. Wyszłam na boisko i poszłam za szkołę, żeby zapalić. Kiedy byłam sama, łzy naszły mi do oczu. Dlaczego on tu jest? Przez niego wszystko wróciło. Łzy spływały mi po policzkach, ale nie przejmowałam się tym. Mam wodoodporny makijaż, więc się nie rozmażę. Myślałam, że jestem sama, ale się myliłam, bo usłyszałam kroki. Spojrzałam w tą stronę i zobaczyłam chłopaka z biologii. Wywróciłam oczami, wstałam i ruszyłam do bramy. Chcę być sama. Chcę stąd wyjść.
- Stój! - usłyszałam go. Nie odwróciłam się, ani nie ustałam. Pokazałam mu palec, jak to mam w zwyczaju. Nie zaszłam daleko, bo poczułam szarpnięcie. Odwróciłam się i spojrzałam na niego, a on mnie przyparł do ściany.
- Jesteś niegrzeczna. - powiedział, a jego oczy zmieniły kolor na czarny.

piątek, 7 lipca 2017

01: " Lily i Lola. Jak siostry. "

- Lily, obudź się, już jesteśmy. - usłyszałam głos Peter'a. Uśmiechnęłam się do niego miło i wstałam z mojego miejsca. 
Vicky  Witam Nowy Jork. - pomyślałam, kiedy wyszłam z lotniska, z moim psem i Peter'em. Rodzice jeszcze zostali, a my wyszliśmy się przejść i poznać okolicę. Było stanowczo za ciepło na moje ubranie, czyli jeansy i bluza. A czego ja się spodziewałam, jeśli jest dwudziesty ósmy sierpnia i nie jesteśmy w Londynie? No właśnie. 
- Masz go, jest mi za gorąco. - powiedziałam do Petera, podając mu smycz Chicko i podwinęłam rękawy.
- Jesteś głupia. - powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco. - Ubierać bluzę i spodnie, kiedy jest tak ciepło. Tak potrafisz tylko Ty. - powiedział.
- Przypominam, że w Londynie było zimno, a ja nie chcę zachorować. - skłamałam. Za trzy dni jest rozpoczęcie roku szkolnego, na które nie chcę iść. Nie znam tu nikogo tak, jak w poprzednich szkołach. Kiedyś udawałam, że jestem chora i zwlekałam, ale moja matka się zorientowała i teraz nie mam tak lekko.
- W Nowym Jorku idziesz do szkoły już pierwszego dnia i się nie wywiniesz jakąś głupią chorobą. - powiedziała wczoraj, kiedy udawałam, że się źle czuję. Zrobiłam naburmuszoną minę i wyszłam z kuchni. Wydawać by się mogło, że po tych wszystkich razach, się przyzwyczaiłam, ale to nie prawda. To nie jest miłe, kiedy wszyscy patrzą na Ciebie, jak na wyrzutka i się śmieją. Rodzice tego nie rozumieją. Dla nich liczy się tylko to, by więcej zarabiać, mimo że nie jesteśmy biedni i na wszystko nam wystarcza. Można powiedzieć, że jesteśmy bogaci.
- Dobra, idziemy, bo rodzice czekają. - wyrwał mnie z rozmyślań Peter. Kiwnęłam głową i ruszyliśmy w kierunku lotniska. Spojrzałam na moje trampki i wpadłam na kogoś, przewracając się. Spojrzałam do góry i zobaczyłam dziewczynę. Uśmiechała się przepraszająco. Była ładna. Brązowe włosy, ciemne oczy i miły uśmiech.
- Nic Ci się nie stało? Boli Cię coś? Wezwać pomoc? - spytała. Spojrzałam na nią, jak na wariatkę i się zaśmiałam.
- Wszystko w porządku. - powiedziałam, a ona pomogła mi wstać.
- Na pewno? - spytała, a ja pokiwałam głową. 
- Jestem Lily. - powiedziałam. 
- Lola. - powiedziała. Wyciągłam do niej rękę, ale ona ją zignorowała i mnie przytuliła. Na początku byłam zdziwiona i się nie ruszałam, ale później odwzajemniłam uścisk. - To na pewno nie jest zbieg okoliczności. - powiedziała odsuwając się ode mnie, a ja spojrzałam na nią pytająco. - Lily i Lola. Jak siostry. - powiedziała, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem. 
- Ekhem. - usłyszałam koło ucha i spojrzałam w tamtą stronę. Peter. Popatrzyłam na niego i spuściłam wzrok na Chicko, który, o dziwo, siedział spokojnie, machając ogonem.
- Uspakajałeś go? - spytałam, a on pokiwał przecząco głową.
- Ale słodki! - pisnęła Lola i podbiegła do niego. Zaczęła go głaskać, a on skoczył na nią, przewracając ją i zaczął lizać po twarzy. 
- Chicko! - krzyknął Peter i pociągnął go lekko do siebie. Pies od razu zrozumiał, o co chodzi i zszedł z Loli.
- Lola, to jest mój głupi brat Peter, Peter, to Lola. - przedstawiłam ich sobie głupio. Za określenie mojego brata głupim, oberwałam w ramię. Spojrzałam na niego z wyrzutem, ale on na mnie już nie patrzył, wlepiał wzrok w Lolę.
- Okej, robi się dziwnie. - powiedziałam, kiedy zobaczyłam ich spojrzenia. Odwrócili się do mnie speszeni.
- Daj mi telefon. - powiedziała Lola do mnie, a ja wyjęłam urządzenie i podałam jej. -Masz tu mój numer i jak będziesz chciała, to dzwoń. - powiedziała, a ja zadzwoniłam, żeby miała mój. 
- My musimy lecieć. - powiedziałam, kiedy zobaczyłam zniecierpliwionych rodziców. Dziewczyna pokiwała głową i nas przytuliła, po czym odeszła.
- Okej, co to było? - usłyszałam Peter'a. Spojrzałam na niego i wywróciłam oczami. 
- Dziewczyna, która cieszy się życiem. - powiedziałam.
- Czemu Ty nie możesz być taka? - spytał, za co oberwał w głowę. Zabolało mnie to, ale nie dałam nic po sobie poznać. Ma rację. Czemu ja taka nie mogę być? 
- Gdzie byliście? - spytał ojciec.
- Z Chicko. - odpowiedział mój brat.
- Dłużej nie można było? - spytała matka sarkastycznie.
- Sprzątałabyś później w samochodzie? - spytałam, a ona pokiwała przecząco głową. - No właśnie. - Powiedziałam i wsiadłam do samochodu, który nie wiadomo skąd się tu wziął.
Po jakiejś godzinie dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z samochodu i spojrzałam na dom, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Był piękny.
- Czy wy sobie żartujecie? - spytałam rodziców, a oni spojrzeli na mnie zdziwieni. - Latacie za pracą, a stać nas na taki dom? Czy z wami jest wszystko w porządku? - spytałam.
- Prawda jest taka, że tu mamy kupioną kancelarię. Mówiłam Ci, że to ostatni raz. Otworzyliśmy tą kancelarię, więc mamy pracę i nie ma potrzeby, aby znowu się gdzieś przeprowadzać. - powiedziała mama. Spojrzałam na nią i się zaśmiałam.
- To nie mogliście jej kupić w Londynie? - spytałam kpiąco. - tam mieliśmy mały, ale przytulny domek i na prawdę się tam za klimatyzowałam. - powiedziałam. 
- Ale tu jest dużo słońca. Będzie więcej klientów, więc będziemy mogli sobie na więcej pozwolić. - powiedział ojciec.
- I znowu o pieniądzach. - mruknęłam. - Dobra, gdzie jest mój pokój? - spytałam.
- Pierwsze piętro i ostatnie drzwi. - powiedziała matka. Pokiwałam głową i weszłam do domu, kierując się od razu do pokoju. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że jest w ciemnych kolorach. Przynajmniej to. Kocham czarny i rodzice wiedzieli, że chcę taki kolor pokoju, ale nigdy nie chcieli się na to zgodzić. Teraz pewnie chcieli złagodzić sytuację i się im to udało. Niektórych odpręża kolor zielony, żółty, czy pomarańczowy, a mnie czarny. Nie wiem, czemu tak lubię ten kolor. Po prostu mi się podoba. Na przeciwko łóżka były dwie pary drzwi. Podeszłam do jednych i je otworzyłam, a moim oczom ukazała się łazienka, także w ciemnych kolorach. Otworzyłam drugie drzwi i moim oczom ukazała się garderoba. Wróciłam do pokoju, bo usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Podeszłam do niego i odebrałam, nie patrząc, kto dzwoni.
- No hej! - usłyszałam pisk Loli. Spojrzałam na telefon, który odsunęłam od twarzy, dziwnie. 
- Hej. - powiedziałam, kładąc się na łóżku. Zawsze leżę, kiedy z kimś gadam i jestem w domu. Głupie przyzwyczajenie.
- Co porabiasz? - spytała. Odpowiedziałam, że nic i usłyszałam, jak klasnęła w dłonie.
- Słuchaj. Wiem, że jesteś nowa w tym mieście, więc, żebyś się zadomowiła, wyciągam Cię na imprezę, dziś wieczorem. - powiedziała. Okazja do picia.
- Okej. - powiedziałam.
- Wiem, że nikogo nie znasz i... Zaraz, Ty się zgodziłaś? - spytała, a ja się zaśmiałam.
- Tak, zgodziłam się. - powiedziałam, a ona krzyknęła mi do telefonu, szczęśliwa. Podałam jej adres, a ona powiedziała, że przyjadą po mnie o 20:30. Przyjadą, więc nie będzie sama. Rozłączyłam się i spojrzałam na godzinę w telefonie, który wskazywał godzinę 19:39. Szybko mnie poinformowała. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wyszłam z pomieszczenia owinięta ręcznikiem, bo nie wzięłam ciuchów i podeszłam do walizki, którą musiał przynieść Peter. Wyjęłam z niej coś, co się nadawało na imprezę i schowałam się z powrotem do łazienki. Ubrałam bieliznę i zaczęłam się malować. Kiedy skończyłam, rozdzwonił się mój telefon, więc odebrałam, włączając głośnik.
- Jesteśmy pod domem. - powiedziała Lola.
- A ja jeszcze się nie ubrałam. - powiedziałam zirytowana. - Mogłaś mnie powiadomić trochę wcześniej. - dodałam.
- Przepraszam. Ja nie przeszkadzam. Ubierz się i zejdź do nas. - powiedziała i się rozłączyła. Ubrałam się w dwie minuty, popsikałam się perfumem i biorąc buty, zbiegłam na dół.
- Wychodzę! - krzyknęłam ubierając buty.
- A gdzie? - usłyszałam matkę nad uchem.
- Na imprezę. - powiedziałam i wyszłam z domu, nie czekając na odpowiedź.
Vicky
Wyszłam przed ogrodzenie i zobaczyłam pięć motorów. Koło nich stało chyba z dziesięć osób. Policzyłam ich szybko i jednak nie dziesięć, tylko dziewięć. Kiedy mnie zobaczyli, ściągnęli kaski i podeszli do mnie z Lolą na czele. Stałam zszokowana i nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Hej, Lili. - Lola pomachała mi ręką przed twarzą. Spojrzałam na nią, a ona się zaśmiała. - Nie bądź taka zdziwiona. Oni są moimi przyjaciółmi, a teraz także Twoimi. - powiedziała. Nadal nie wiedziałam, jak się zachować. - Okej, więc to jest NikkiAnnaLuke, Amy, MattNinaNickZackSimon. A to Lily. - powiedziała, wskazując na każdego po kolei. Uśmiechałam się do nich po kolei, ale na końcu i tak wszyscy się na mnie rzucili, przytulając mnie.
- Dobra, dobra, odklejcie się ode mnie, ludzie. - powiedziałam, nie mogąc złapać oddechu. Odsunęli się ode mnie, a ja łapczywie zaczęłam nabierać powietrza.
- Lily, jedziesz z Matt'em. - powiedziała Lola, wskakując na jakiś motor. Pokiwałam głową i wskoczyłam na motor chłopaka, wcześniej wspomnianego.
- Tylko się mocno trzymaj, kochanie. - powiedział, a ja wywróciłam oczami. Ruszyliśmy w nieznaną mi stronę.
Dojechaliśmy, do klubu, po jakiś pięciu minutach. Zsiadłam z motoru i podeszłam do Loli.
- Nie będę dzisiaj długo. - powiedziałam.
- Dlaczego? - spytała zawiedziona.
- Jestem zmęczona po locie i muszę się jeszcze wypakować. Wiesz, jakie to męczące? - spytałam, a ona wzruszyła ramionami i weszliśmy do środka.
- Gdzie będziesz chodzić do szkoły? - spytała Amy. Podałam jej adres, a ona się zaśmiała.
- To tam, gdzie Lola, a do której klasy? - dopytała, ale nie mogłam sobie przypomnieć.
- Nie wiem. Wiem tylko, że moją wychowawczynią będzie Lucy Smith. - powiedziałam, a ona podskoczyła.
- To tak, jak Loli. - powiedziała.
- A wy? - spytałam resztę.
- My już nie chodzimy do szkoły. Z naszej paczki, tylko Lola i teraz Ty. - powiedział za nią Simon, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem. Jezu, jak ja im zazdroszczę.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto nowy rozdział. Na razie jest nudny, bo akcja się dopiero rozwija, ale w trzecim już pojawi się Justin! Mam nadzieję, że się podoba i liczę na komentarze. 
Werka W xoxo

niedziela, 16 kwietnia 2017

00:

- Jesteś gotowa, kochanie? - usłyszałam moją matkę i spojrzałam na nią znudzonym wzrokiem.
- Przecież wiesz, że nie. - mruknęłam. Monic zostaje w Londynie, a peter leci z nami na tydzień i wraca. Oboje są pełnoletni, a ja muszę się męczyć z moimi rodzicami.
- Obiecuję, że to ostatni raz. - powiedziała. Spojrzałam na nią kpiącym wzrokiem.
- Ostatnie pięć razy, też tak mówiłaś. - powiedziałam i wyszłam z pokoju. Zbiegłam na dół i zapięłam Chicko. Kocham tego psa, więc moja mama stwierdziła, że poleci z nami. A mi się ta propozycja podoba. Wyszłam z domu i poszłam do parku, żeby nie narobił na w samochodzie. Przy lotnisku też się z nim przejdę, żeby w samolocie nie załatwił swoich potrzeb fizjologicznych. Nie mam ochoty tego sprzątać.
  Chicko ma dwa lata i jest bardzo mądry. Rozumie wszystko, co się mu powie, a co ważniejsze, nie pozwoli się nikomu zbliżyć do mojej rodziny, bez pozwolenia. Po pół godzinie wróciłam z nim do mnie i weszliśmy do samochodu. Usiadłam przy oknie, a Chicko położył się na nogach Petera, opierając głowę o moje nogi. Uśmiechnęłam się na ten widok i włożyłam słuchawki do uszu, puszczając moją ulubioną play listę.
  Na lotnisku przeszłam przez kontrolę i wsiadłam do samolotu, po czym poszłam spać.