piątek, 7 lipca 2017

01: " Lily i Lola. Jak siostry. "

- Lily, obudź się, już jesteśmy. - usłyszałam głos Peter'a. Uśmiechnęłam się do niego miło i wstałam z mojego miejsca. 
Vicky  Witam Nowy Jork. - pomyślałam, kiedy wyszłam z lotniska, z moim psem i Peter'em. Rodzice jeszcze zostali, a my wyszliśmy się przejść i poznać okolicę. Było stanowczo za ciepło na moje ubranie, czyli jeansy i bluza. A czego ja się spodziewałam, jeśli jest dwudziesty ósmy sierpnia i nie jesteśmy w Londynie? No właśnie. 
- Masz go, jest mi za gorąco. - powiedziałam do Petera, podając mu smycz Chicko i podwinęłam rękawy.
- Jesteś głupia. - powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco. - Ubierać bluzę i spodnie, kiedy jest tak ciepło. Tak potrafisz tylko Ty. - powiedział.
- Przypominam, że w Londynie było zimno, a ja nie chcę zachorować. - skłamałam. Za trzy dni jest rozpoczęcie roku szkolnego, na które nie chcę iść. Nie znam tu nikogo tak, jak w poprzednich szkołach. Kiedyś udawałam, że jestem chora i zwlekałam, ale moja matka się zorientowała i teraz nie mam tak lekko.
- W Nowym Jorku idziesz do szkoły już pierwszego dnia i się nie wywiniesz jakąś głupią chorobą. - powiedziała wczoraj, kiedy udawałam, że się źle czuję. Zrobiłam naburmuszoną minę i wyszłam z kuchni. Wydawać by się mogło, że po tych wszystkich razach, się przyzwyczaiłam, ale to nie prawda. To nie jest miłe, kiedy wszyscy patrzą na Ciebie, jak na wyrzutka i się śmieją. Rodzice tego nie rozumieją. Dla nich liczy się tylko to, by więcej zarabiać, mimo że nie jesteśmy biedni i na wszystko nam wystarcza. Można powiedzieć, że jesteśmy bogaci.
- Dobra, idziemy, bo rodzice czekają. - wyrwał mnie z rozmyślań Peter. Kiwnęłam głową i ruszyliśmy w kierunku lotniska. Spojrzałam na moje trampki i wpadłam na kogoś, przewracając się. Spojrzałam do góry i zobaczyłam dziewczynę. Uśmiechała się przepraszająco. Była ładna. Brązowe włosy, ciemne oczy i miły uśmiech.
- Nic Ci się nie stało? Boli Cię coś? Wezwać pomoc? - spytała. Spojrzałam na nią, jak na wariatkę i się zaśmiałam.
- Wszystko w porządku. - powiedziałam, a ona pomogła mi wstać.
- Na pewno? - spytała, a ja pokiwałam głową. 
- Jestem Lily. - powiedziałam. 
- Lola. - powiedziała. Wyciągłam do niej rękę, ale ona ją zignorowała i mnie przytuliła. Na początku byłam zdziwiona i się nie ruszałam, ale później odwzajemniłam uścisk. - To na pewno nie jest zbieg okoliczności. - powiedziała odsuwając się ode mnie, a ja spojrzałam na nią pytająco. - Lily i Lola. Jak siostry. - powiedziała, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem. 
- Ekhem. - usłyszałam koło ucha i spojrzałam w tamtą stronę. Peter. Popatrzyłam na niego i spuściłam wzrok na Chicko, który, o dziwo, siedział spokojnie, machając ogonem.
- Uspakajałeś go? - spytałam, a on pokiwał przecząco głową.
- Ale słodki! - pisnęła Lola i podbiegła do niego. Zaczęła go głaskać, a on skoczył na nią, przewracając ją i zaczął lizać po twarzy. 
- Chicko! - krzyknął Peter i pociągnął go lekko do siebie. Pies od razu zrozumiał, o co chodzi i zszedł z Loli.
- Lola, to jest mój głupi brat Peter, Peter, to Lola. - przedstawiłam ich sobie głupio. Za określenie mojego brata głupim, oberwałam w ramię. Spojrzałam na niego z wyrzutem, ale on na mnie już nie patrzył, wlepiał wzrok w Lolę.
- Okej, robi się dziwnie. - powiedziałam, kiedy zobaczyłam ich spojrzenia. Odwrócili się do mnie speszeni.
- Daj mi telefon. - powiedziała Lola do mnie, a ja wyjęłam urządzenie i podałam jej. -Masz tu mój numer i jak będziesz chciała, to dzwoń. - powiedziała, a ja zadzwoniłam, żeby miała mój. 
- My musimy lecieć. - powiedziałam, kiedy zobaczyłam zniecierpliwionych rodziców. Dziewczyna pokiwała głową i nas przytuliła, po czym odeszła.
- Okej, co to było? - usłyszałam Peter'a. Spojrzałam na niego i wywróciłam oczami. 
- Dziewczyna, która cieszy się życiem. - powiedziałam.
- Czemu Ty nie możesz być taka? - spytał, za co oberwał w głowę. Zabolało mnie to, ale nie dałam nic po sobie poznać. Ma rację. Czemu ja taka nie mogę być? 
- Gdzie byliście? - spytał ojciec.
- Z Chicko. - odpowiedział mój brat.
- Dłużej nie można było? - spytała matka sarkastycznie.
- Sprzątałabyś później w samochodzie? - spytałam, a ona pokiwała przecząco głową. - No właśnie. - Powiedziałam i wsiadłam do samochodu, który nie wiadomo skąd się tu wziął.
Po jakiejś godzinie dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z samochodu i spojrzałam na dom, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Był piękny.
- Czy wy sobie żartujecie? - spytałam rodziców, a oni spojrzeli na mnie zdziwieni. - Latacie za pracą, a stać nas na taki dom? Czy z wami jest wszystko w porządku? - spytałam.
- Prawda jest taka, że tu mamy kupioną kancelarię. Mówiłam Ci, że to ostatni raz. Otworzyliśmy tą kancelarię, więc mamy pracę i nie ma potrzeby, aby znowu się gdzieś przeprowadzać. - powiedziała mama. Spojrzałam na nią i się zaśmiałam.
- To nie mogliście jej kupić w Londynie? - spytałam kpiąco. - tam mieliśmy mały, ale przytulny domek i na prawdę się tam za klimatyzowałam. - powiedziałam. 
- Ale tu jest dużo słońca. Będzie więcej klientów, więc będziemy mogli sobie na więcej pozwolić. - powiedział ojciec.
- I znowu o pieniądzach. - mruknęłam. - Dobra, gdzie jest mój pokój? - spytałam.
- Pierwsze piętro i ostatnie drzwi. - powiedziała matka. Pokiwałam głową i weszłam do domu, kierując się od razu do pokoju. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że jest w ciemnych kolorach. Przynajmniej to. Kocham czarny i rodzice wiedzieli, że chcę taki kolor pokoju, ale nigdy nie chcieli się na to zgodzić. Teraz pewnie chcieli złagodzić sytuację i się im to udało. Niektórych odpręża kolor zielony, żółty, czy pomarańczowy, a mnie czarny. Nie wiem, czemu tak lubię ten kolor. Po prostu mi się podoba. Na przeciwko łóżka były dwie pary drzwi. Podeszłam do jednych i je otworzyłam, a moim oczom ukazała się łazienka, także w ciemnych kolorach. Otworzyłam drugie drzwi i moim oczom ukazała się garderoba. Wróciłam do pokoju, bo usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Podeszłam do niego i odebrałam, nie patrząc, kto dzwoni.
- No hej! - usłyszałam pisk Loli. Spojrzałam na telefon, który odsunęłam od twarzy, dziwnie. 
- Hej. - powiedziałam, kładąc się na łóżku. Zawsze leżę, kiedy z kimś gadam i jestem w domu. Głupie przyzwyczajenie.
- Co porabiasz? - spytała. Odpowiedziałam, że nic i usłyszałam, jak klasnęła w dłonie.
- Słuchaj. Wiem, że jesteś nowa w tym mieście, więc, żebyś się zadomowiła, wyciągam Cię na imprezę, dziś wieczorem. - powiedziała. Okazja do picia.
- Okej. - powiedziałam.
- Wiem, że nikogo nie znasz i... Zaraz, Ty się zgodziłaś? - spytała, a ja się zaśmiałam.
- Tak, zgodziłam się. - powiedziałam, a ona krzyknęła mi do telefonu, szczęśliwa. Podałam jej adres, a ona powiedziała, że przyjadą po mnie o 20:30. Przyjadą, więc nie będzie sama. Rozłączyłam się i spojrzałam na godzinę w telefonie, który wskazywał godzinę 19:39. Szybko mnie poinformowała. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wyszłam z pomieszczenia owinięta ręcznikiem, bo nie wzięłam ciuchów i podeszłam do walizki, którą musiał przynieść Peter. Wyjęłam z niej coś, co się nadawało na imprezę i schowałam się z powrotem do łazienki. Ubrałam bieliznę i zaczęłam się malować. Kiedy skończyłam, rozdzwonił się mój telefon, więc odebrałam, włączając głośnik.
- Jesteśmy pod domem. - powiedziała Lola.
- A ja jeszcze się nie ubrałam. - powiedziałam zirytowana. - Mogłaś mnie powiadomić trochę wcześniej. - dodałam.
- Przepraszam. Ja nie przeszkadzam. Ubierz się i zejdź do nas. - powiedziała i się rozłączyła. Ubrałam się w dwie minuty, popsikałam się perfumem i biorąc buty, zbiegłam na dół.
- Wychodzę! - krzyknęłam ubierając buty.
- A gdzie? - usłyszałam matkę nad uchem.
- Na imprezę. - powiedziałam i wyszłam z domu, nie czekając na odpowiedź.
Vicky
Wyszłam przed ogrodzenie i zobaczyłam pięć motorów. Koło nich stało chyba z dziesięć osób. Policzyłam ich szybko i jednak nie dziesięć, tylko dziewięć. Kiedy mnie zobaczyli, ściągnęli kaski i podeszli do mnie z Lolą na czele. Stałam zszokowana i nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Hej, Lili. - Lola pomachała mi ręką przed twarzą. Spojrzałam na nią, a ona się zaśmiała. - Nie bądź taka zdziwiona. Oni są moimi przyjaciółmi, a teraz także Twoimi. - powiedziała. Nadal nie wiedziałam, jak się zachować. - Okej, więc to jest NikkiAnnaLuke, Amy, MattNinaNickZackSimon. A to Lily. - powiedziała, wskazując na każdego po kolei. Uśmiechałam się do nich po kolei, ale na końcu i tak wszyscy się na mnie rzucili, przytulając mnie.
- Dobra, dobra, odklejcie się ode mnie, ludzie. - powiedziałam, nie mogąc złapać oddechu. Odsunęli się ode mnie, a ja łapczywie zaczęłam nabierać powietrza.
- Lily, jedziesz z Matt'em. - powiedziała Lola, wskakując na jakiś motor. Pokiwałam głową i wskoczyłam na motor chłopaka, wcześniej wspomnianego.
- Tylko się mocno trzymaj, kochanie. - powiedział, a ja wywróciłam oczami. Ruszyliśmy w nieznaną mi stronę.
Dojechaliśmy, do klubu, po jakiś pięciu minutach. Zsiadłam z motoru i podeszłam do Loli.
- Nie będę dzisiaj długo. - powiedziałam.
- Dlaczego? - spytała zawiedziona.
- Jestem zmęczona po locie i muszę się jeszcze wypakować. Wiesz, jakie to męczące? - spytałam, a ona wzruszyła ramionami i weszliśmy do środka.
- Gdzie będziesz chodzić do szkoły? - spytała Amy. Podałam jej adres, a ona się zaśmiała.
- To tam, gdzie Lola, a do której klasy? - dopytała, ale nie mogłam sobie przypomnieć.
- Nie wiem. Wiem tylko, że moją wychowawczynią będzie Lucy Smith. - powiedziałam, a ona podskoczyła.
- To tak, jak Loli. - powiedziała.
- A wy? - spytałam resztę.
- My już nie chodzimy do szkoły. Z naszej paczki, tylko Lola i teraz Ty. - powiedział za nią Simon, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem. Jezu, jak ja im zazdroszczę.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto nowy rozdział. Na razie jest nudny, bo akcja się dopiero rozwija, ale w trzecim już pojawi się Justin! Mam nadzieję, że się podoba i liczę na komentarze. 
Werka W xoxo

niedziela, 16 kwietnia 2017

00:

- Jesteś gotowa, kochanie? - usłyszałam moją matkę i spojrzałam na nią znudzonym wzrokiem.
- Przecież wiesz, że nie. - mruknęłam. Monic zostaje w Londynie, a peter leci z nami na tydzień i wraca. Oboje są pełnoletni, a ja muszę się męczyć z moimi rodzicami.
- Obiecuję, że to ostatni raz. - powiedziała. Spojrzałam na nią kpiącym wzrokiem.
- Ostatnie pięć razy, też tak mówiłaś. - powiedziałam i wyszłam z pokoju. Zbiegłam na dół i zapięłam Chicko. Kocham tego psa, więc moja mama stwierdziła, że poleci z nami. A mi się ta propozycja podoba. Wyszłam z domu i poszłam do parku, żeby nie narobił na w samochodzie. Przy lotnisku też się z nim przejdę, żeby w samolocie nie załatwił swoich potrzeb fizjologicznych. Nie mam ochoty tego sprzątać.
  Chicko ma dwa lata i jest bardzo mądry. Rozumie wszystko, co się mu powie, a co ważniejsze, nie pozwoli się nikomu zbliżyć do mojej rodziny, bez pozwolenia. Po pół godzinie wróciłam z nim do mnie i weszliśmy do samochodu. Usiadłam przy oknie, a Chicko położył się na nogach Petera, opierając głowę o moje nogi. Uśmiechnęłam się na ten widok i włożyłam słuchawki do uszu, puszczając moją ulubioną play listę.
  Na lotnisku przeszłam przez kontrolę i wsiadłam do samolotu, po czym poszłam spać.